Wpisy z tagiem: luz

czwartek, 27 stycznia 2011
malostkowo.

jestem z siebie dumna. pomalu, pomalutku zauwazam w sobie delikatna zmiane , w postaci asertywnosci wobec 'przyjaciol'.

co prawda nie jest to zbyt duzym plusem, biorac pod uwage ze znowu robi sie ze mna wredna kurwa, ją byłam, zyjąc jeszcze w rodzinnym miejscie(czasy gimnazjalne. boze, alez ta meska czesc mojej klasy miala ze mna przechlapane ^_^) ale z drugiej strony - bycie dobra i mila spowodowalo jedynie ze bylam wykorzystywana i nieszanowana tak naprawde. dziewczynka od przyslug, ktora mozna nazywac siksa, i krytykowac za plecami.

co prawda nie zmienilo to praktycznie nic, po za tym ze wiecej czasu spedzam sama. tym lepiej, teraz dopiero zaczynam byc spokojna, dostrzegam to, co wczsniej bylo nieuchwytne.

zaluje ze pod wplywem impulsu scielam wlosy.

dluga, czerwona grzywa wygladala calkiem pozytywnie, dostrzeglam to przegladajac zdjecia ze swiat.

co prawda to tylko pare cm, ale robi ogromna roznice. nie pozostaje mi nic, po za czekaniem az odrosna.

 

przyjezdzam do polski;D. juz wiem, ze w koncowce lutego, i szczerze sie juz nie moge doczekac.co prawda mam noz na gardle, zwiazany z gotowka, ale i tak sie ciesze. cos sie wymysli w koncu ;>.

odstawiam facetow na bok. mecza mnie, niepotrzebnie dekocentruja.

boli mnie prawda piers. wczesniej to ignorowalam,myslac ze to wina tabletek - pierwsze trzy mc sa najgorsze, pozniej idzie z gory, to wiadome, ale od wczoraj trudno mi to ignorowac. czuje w glebi piersi dziwne ... ssanie ? w innych okolicznosciach to okreslenie zabrzmialo by apetycznie, tutaj jednak jest to obrzydliwe.

musze zajsc do lekarki, ale wciaz to odkladam.teraz juz nie mam wyjscia. musze sboie zorganizowac wolne. ciary mnie przechodza na sama mysl.

nie rozmawiam z Aramisem. nie zlozyl mi nawet zyczen urodzinowych - nie, zebym sie tego nie spodziewala, w koncu ja przegapilam jego date, i nie odpowiedzialam na wiadomosc z adresem do tego wierszy - mial prawo mnie zignorowac.szkoda tylko ze ja nie moge zignorowac faktu, ze nie mam z nim kontaktu. skad u mnie ta tendencja do zniechecania do siebie ludzi, ktorych szanuje ?

Z Atosem prowadze chaotyczna znajomosc. zarciki i komentarze na FB, jego wiadomosci na gg z pytaniami 'gdzie ty cholera jestes? nie mozna cie zlapac!'. sama nie wiem, ciesze sie na mysl, ze gdzies tam jest, ale jednak ... nie interesuje mnie to, co sie uniego dzieje? jestem egoistka.

zauwazylam ze tozsamosc Portosa jest zmienna. raz jest to znajomy z konwnetu, raz przyjaciel ze szkoly, raz sasiad. w zaleznosci z kim utrzymuje w danej chwili kontakt. jakby tak naprawde nie robilo dla mnie roznicy, kto w danej chwili jest dla mnie 'wsparciem dobrego usposobienia'.

coraz czesciej lapie sie na tym , ze mysle o pracy jak o stracie mlodosci. sa chwile, kiedy popadam w panike, myslac 'co ja tu robie, powinnam teraz zwiedzac europe, bawic sie z przyjaciolmi, myslec o wakacjach, a nie o zmienach na sklepie -_-' ale wciaz nie moge sie zdobyc na odwage, by to rzucic, i wziasc sie za cos innego.

mysl o powrocie nawiedza mnie coraz czeciej.

12:25, eyes-on-me
Link Dodaj komentarz »