|
Archiwum
Zakładki:
Ulubione
Tagi
|
Wpisy z tagiem: depresja
piątek, 24 lutego 2012
Ne znaet schast'ya tol'ko tot, Kto ego zova ponyat ne smog!
Mysli w mojej glowie szamocza sie niczym zlapane ptaki. Gubia piora, pozostawiaja balagan godny pola bitwy. Znowu sie odsuwam, znowu uciekam, nie mam ochoty wychodzic nigdzie, blakam sie po wlasnych zludzeniach, uciekam od mysli, ktore zniechecaja mnie do nastepnego oddechu. Oczywiscie w takich chwilach przeszlosc bije do drzwi, dodatkowo mnie przygniatajac swoim ciezarem. Jakbym bez tego nie mogla spasc w dol. Topie sie, jak w ruchomych piaskach czasu, ktory pedzi na moja niekorzysc. A ja z dziwna obojetnoscia ograniczam sie do poszczegolnych dni, staram sie nie patrzec na date. Moj stary egoizm znow wylal sie z moich zyl, syczy na wszystko na okolo, obrzydza mnie do ludzi. Mam ich dosc, odwracam sie do starych przyjaciol, ktorzy znaja mnie sprzed paru lat, kiedy to biernie przezywalam kazdy dzien, z niepokojem w sercu, ale ze spokojem w oczach.
Szlak mnie trafia, bo wysilki ostatnich miesiecy wyrzucilam w ktorys kat, i teraz nie wiem, gdzie to wszystko mi umknelo. Otworzyc sie na ludzi ponownie jest dla mnie jak odkrycie leku na raka. Praktycznie niemozliwe. nie chce mi sie, zwyczajnie mi sie nie chce. znowu zostalam skrzywdzona, dostalam kopa i na wymioty mnie zbiera na mysl, jak zostalam wykorzystania przez moja bezinteresownosc i brak wyrachowania. czuje sie jak zwykla nastolatka wykorzystana po raz enty.znowu. niech szlak trafi ta cala ludzkosc, bo mam jej dosc. Jestem za glupia by z nia egzystowac, zbyt naiwna, by zrozumiec ze ludzie sa wiecznie interesowni, podstepni i nie dziala pod wplywem dobrych pobudek, tylko by komus dolozyc, upokorzyc, jesli ta osoba tylko sie da.
sil mi brak. poprostu.
czwartek, 10 listopada 2011
I Want it All.
Depeche mode- jedna z 'zmyslowych ulubionych'. Pochlonnela mnie depresja. nie chce doszukiwac sie w czym tkwi problem. w przeszlosci to nigdy nie pomoglo. za to codziennie lykam garsc substytutow, modlac sie zeby majatek, jaki na nie wydalam, sie zwrocil. tabletka magnezu na dobry nastroj, multiwitamina na odpornosc, tableteczka na urode, complex witamin b na wytrzymalosc, tableteczka na poprawienie krazenia, i pare innych, w garsci sie nie mieszcza. do tego roznorakie ziolowe herbatki, ktore zamiast mnie odrobine zapchac, wzbudzaja jeszcze wiekszy apetyt- za pare dni znowu bede kuleczka. Szokiem jest fakt ze watroba jeszcze mi pracuje. kumpel sie nie odzywa. W sumie to bylo do przewidzenia, ale fakt mojej naiwnosci, ze to potrwa troszke dluzej niz mc, wydaja mi sie teraz smieszne. ale moze to moje przedwczesne wnioski.
czas umila mi Memoirs of A Geisha - again, Prada - amber i V.Beckham - signature. i wlasne wypociny, ktore wlasnie lypia na mnie za laptopa- czekaja na ciag dalszy, a ja wciaz nie mam nawet ogolnego zarysu fabuly. so...
piątek, 16 września 2011
Lullaby.
poprostu nie mam sily walczyc z depresja. nie w tych warunkach.
za godzine mam meeting w Job Center. nie mam sily.
czwartek, 20 stycznia 2011
pęknieta nić.
przez ostatnie mc przybieralam dobra mine do zlej gry. udawalam ze wiele rzeczy przestalo mnie bolec, ze pogodzilam sie z przeszloscia, ze jestem gotowa na walke o lepsza przyszlosc. nie ukazywalam ze boli mnie wiele rzeczy, ze przeszkadza mi moje zachowanie, zachowanie otoczenia.teraz widze ze jednak tego nie potrafie.nie mam talentu aktorskiego. cała zolc wreszcie ze mnie wyjdzie, predzej czy pozniej.zaluje ze wyszla w taki a nie inny sposob, ze w takich okolicznosciach.kac moralny mnie wrecz przygniata, wstyd pali jak diabli.moze ja poprostu nie umiem inaczej? jestem masochistka, lubie sie umartwiac, ranic siebie, wmawajac sobie ze za to innym robie przysluge. a ze nie szanuje siebie? who care? mam straszne sny. gdy wreszcie zasne, bo jak narazie malo kiedy mi sie to zdarza - wydaje mi sie ze moje mieszkanie jest nawiedzone. a moze sobie to wmowilam, ze slysze kroki za sciana, ze drzwi sie same zamykaja. paranoja mnie nawiedzila, i nie chce odpuscic. dopuscilam do siebie poczucie beznadzieii. i znowu zapuszczam siebie, mieszkanie, zycie.nie oddzwaniam, nie odpisuje. czasem zajrze na FB, ale najczesciej jak mam cos do powiedzenia, to i tak to olewam. who care? 20 urodziny. jak patrze na lata wstecz, zawsze ta data kojarzyla mi sie bardziej ze staroscia, niz checia oczekiwania, bo ten dzien bedzie wyjatkowy. jedynie w gim, kiedy zgrana paczka przyjaciolek byla wokol mnie, spedzalam urodziny z usmiechem, ' z pompą'. glupi zestaw swieczek sprawial mi tyle radosci, ze pudelko po nim mialam jeszcze 3 lata pozniej.teraz nawet nie chce tego obchodzic. prawdziwe przyjaciolki rozjechaly sie po swiecie. czekam tylko na ostatnia, najblizsza, ktora odlicza juz dni do przeprowadzki do mnie.tak naprawde nawet nie czuje sie samotna. zmawiam sobie ze brakuje mi faceta, kota, przyjaciolek.z ludzmi nie chce mi sie dogadywac, nie mam juz cierpliwosci.wszystko to tylko odbijanie pileczki. tylko czasem nawiedza mnie takie uczucie, gdy czuje taka tesknote za ramionami, ktore mnie tula do siebie. pieprzone wspomnienie, ktore mnie nawiedza i nie chce odejsc. co do planow zyciowych - kazdy nowy plan wyrzucam do kosza.niby snuje tam realne zamiary, ale... brakuje mi determinacji, checi dzialania.zycie codziennoscia jest takie latwe. w zwolnionym tempie ide... |