Wpisy z tagiem: porazka

wtorek, 08 marca 2011
Lawina, ktorej nie jestem w stanie przezwyciezyc.

zastanawiam się, dlaczego nie mam w zasiegu reki zadnego alkoholu.

to ogromny blad.

przypominam sobie o resztce wina, ktora od dwoch tyg lypie na mnie, stojac obok ekspresu do kawy, ktorego i tak uzywam raz na ruski rok.

pol szklanki. kiedy ja ostatni raz pilam wino ze szklanki ?

tak. dwa tyg w tem pokojowej to jednak nie jest dobry czas. chyba az taka zdesperowana nie jestem. chyba.

 

przez ostatnie dni pochlaniala mnie maturalna goraczka. nareszcie zaczelam sie interesowac moim tematem maturalnym - glownie wg na przepychanki ze szkola z jakiegos wygwizdowa, w ktorej mialam podchodzic do egzaminu.

mialam, bo jak sie okazalo, jednak do tego nie dojdzie.

Egzaminy eksternistyczne maja wiele plusow.

i niestety jeden minus - niezdany potrafi opoznic twoja edukacje o nastepny rok.

no wlasnie. nieszczesna chemia, ktora odlozylam grom wie po co, na ostatnia chwile.

i ironia losu.2 pkt.

i co prawda odwoluje sie, prosze o ponowne rozpatrzenie egzaminu. no,ale coz.

sama wiem ze slabo mi poszlo, w koncu nic nie powtorzylam i jak zwykle poszlam na zywiol.

niby sama jestem sobie wina.

moge miec pretensje tylko do siebie.

ironia losu. siedzisz jednego dnia do drugiej w nocy nad bibliografią, a na drugi dzien dowiadujesz sie ze nie zdajesz matury w tym roku, bo zabraklo ci dwoch pkt.

jedna porazka potrafi wywolac lawine zarzutow wobec siebie.

i tak oto pochlonela mnie depresja.

i chociaz myslalam ze ostatnie tygodnie byly dla mnie trudne, teraz widze ze to byla namiastka.

'nie martw sie, bedzie gorzej' tutaj pasuje idealnie.

gromadka przyjaciol, w tym chociazby moj byly polonista (i moj autorytet moralny w jednym) ktory byl praktycznie naocznym swiadkiem chwili, gdy poznalam wyniki egzaminu - sa dla mnie w tym momencie obcy.

sytuacja mnie wyraznie zmiazdzyla.

a jak to na dnie, spotykasz swoje inne odbicia.

swoje inne straty.

przypominasz sobie bol utraty.

milosci, dziecka, ktorego nigdy nie bylo, kota, ktory byl kiedys calym swiatem, dziecinstwem, ktore zniklo, zanim sie na dobrze rozpoczelo.

moja niezrownowazona psychicznie matka dodatkowo mi 'dopomaga' - nagle znow chwyta za jej ulubione oreze- czyli wypominanie wszystkim wszystkich i wszystkiego - na co ja juz jestem kompletnie niewrazliwa. martwie sie tylko ze moja i ojca ignorancja moze ja zapedzic w podobny stan, ktory przezywam teraz. i ze bedzie chciala sobie cos zrobic. boje sie tego, a rownoczesnie nie jestem w stanie jej przytakiwac, i jej wspierac.

wypalilam sie.

nie mozna wciaz z siebie tylko dawac czulosc, kiedy samej sie jej nie doznaje.

moje zrodla zrozumienia i milosci wyschly.

zostaly tylko lzy, ktorych jeszcze nie moge powstrzymac.

to tylko szkola. i nagle zaczynam rozumiec- to jednak moje zycie. nastepny rok wymazany z zyciorysu. nastepny rok tu, w tej intelektualnej mordowni, mojej matnii.

brakuje mi kogos, kto bylby w stanie obudzic we mnie czulosc, ufnosc.

chociaz na moment.

kogos, kto da mi zapomnienie, chociaz na moment.